![]() |
Fot. Agnieszka (Kosińska) Marciniak Photography, A.M. Kośmiccy Fotografia, Jagoda Gramala Fotografia, Iryna Mazura photography & art |
I Piknik Laktacyjny na Polnej odbył się 6 miesięcy temu, prócz wspaniałych wspomnień pozostały do opublikowania piękne zdjęcia i wzruszające Mleczne historie.
Tak jak już napisałam w poście MLECZNE HISTORIE - JAK TO BYŁO ZE MNĄ
Raz w miesiącu będę Wam przedstawiała jedną z tych wzruszających opowieści.
W zeszłym miesiącu mieliście okazję poznać Mleczną historię Anny
Dziś poznacie opowieść Doroty
![]() |
Fot. Jagoda Gramala Fotografia |
Dlaczego jest wyjątkowa?
Bo pokazuje, że choć bywa ciężko i czasem nie mamy w otoczeniu osób które potrafią nam pomóc, to najważniejsza jest wiara w słuszność decyzji i wsparcie partnera. Dorota mimo bólu i przeszkód przy pierwszym dziecku, nie zrezygnowała z karmienia przy drugim, tylko po prostu poszukała rady zawczasu, co okazało się słuszną drogą.
Przeczytajcie historię Doroty i przekazujecie ją dalej, bo komuś ta rada może się przydać.
Jestem mamą dwójki chłopców. Bardzo zależy mi na jak najdłuższym karmieniu piersią. Z drugorodnym na szczęście radzę sobie bez większych wyzwań. Po narodzinach pierwszego dziecka byłam jednak bardzo zaskoczona, że karmienie naturalne wcale nie przychodzi nam naturalnie...
Z początku nic nie zwiastowało nadchodzących problemów, pierwszy miesiąc upłynął bezproblemowo. Było lato, upały. Miałam ciężki połóg, karmiłam na leżąco. Po miesiącu zaczęły się zatory,z którymi nikt nie mógł mi pomóc przez następne długie miesiące:( Że niby laktacja po miesiącu już unormowana, że niby to dziwne i skąd, ale fakt pozostawał faktem, dziecko płakało z braku pokarmu, a ja z potężnego bólu. To nie było zapalenie piersi, nie miałam gorączki, po prostu pojawiały się silne stwardnienia, pierś wyglądała jakby pod skórę wszyto groch, a gdy się kładłam uwidoczniały się bulwy wielkości od moreli do brzoskwini (tak!). I tak przez kilka dni, a zaraz potem znowu, nowy zator tuż obok, lub w drugiej piersi. Czasem dwa naraz, koszmar. Spałam na plecach z ramionami szeroko.
Nic nie pomagało, ani masaże (dziś wiem,że to szarlataństwo), ani wizyta doradczyni laktacyjnej (wzięła stówę, wymasowała i poszła, a zator nie minął), ani często przystawianie (dziecko praktycznie wisiało mi na piersi, karmiłam godzinami całe dnie), ani ultradźwięki w przychodzi (koszty koszty, a ból okropny), ani gorące prysznice, okłady..
Synek niestety zaczął tracić na masie i zewsząd, od rodziców po pediatrę słyszałam tylko o dokarmianiu mm. A przecież skoro zator,to mleko mam! Czemu nikt nie pomoże karmiącej kobiecie?? Byłam zrozpaczona.
Fot. Jagoda Gramala Fotografia
Wspierał mnie jedynie mąż, walcząc o moją laktację choć cierpiąc widząc mój ból. Raz, gdy podczas kryzysowego dnia podaliśmy pierwszy raz mm (bo synek długo płakał) dziecko pierwszy raz od miesięcy błogo się do mnie uśmiechnęło, a ja się rozpłakałam że to od butli a nie mojej piersi.
Walczyłam jeszcze miesiąc, nieraz wyjąc z bólu i chcąc rzucić karmienie w pieruny.
Poddałam się, postanowiłam dokarmiać. Najpierw podawałam pierś, a potem dopajałam mieszanką. Dziecko zmieniło charakter! Nie kwiliło, lepiej spało, było znacznie spokojniejsze. Ja też, bo nadal podałam pierś, chociaż trochę.
A najdziwniejsze, że zatory minęły jak ręką odjął! Zmniejszenie laktacji zaskutkowało bezbolesnym kp. Jaka radość!
Do dziś nie wiem, czemu wtedy tak musiałam cierpieć. Nie znalazłam informacji w internecie ani na La Leche League.
Ale dziś wiem, co mogło mi pomóc..gdybym tylko znała tę odpowiedź 2 lata temu..
Fot. Jagoda Gramala Fotografia
Gdy niedawno urodził się mój drugi synek od razu zapytałam położną, co może pomóc na zatory pokarmu. Nikt dotąd nie udzielił mi nowej informacji, ale jej odpowiedź mnie zaskoczyła.Odpowiedziała - mąż.
Mąż ma silniejszą szczękę niż noworodek:) Rzeczywiście. Pierwszy i ostatni zator dotknął mnie tydzień po powrocie ze szpitala. Obudziłam się ze stwardniałą i mocno bolesną piersią. Synek nie poradził sobie z nią do wieczora więc do akcji przystąpił mąż.
Było trochę niezręcznie;) Jak tu mam usiąść, a jak on się przystawić. Nie powiem..dziwne uczucie. Ale mąż jest bardzo troskliwy, mruknął: nie przejmuj się, trzeba pomóc. I dał radę, pił aż kwadrans, aż pierś zmiękła. Nadal była rozogniona, ale rano ból już był przeszłością.
Nie potrzebuję odtąd jego interwencji, ale wszystkim znajomym z podobnym problemem powtarzam by poprosiły partnera o pomoc.
Dziś karmienie to dla mnie tylko piękne emocje i tego życzę każdej kobiecie:)
![]() |
Fot. Jagoda Gramala Fotografia |
A jak się Wam podoba opowieść Doroty?
Dajcie znać w komentarzach co sądzicie.
Pozdrawiam,
Zaiana
PS.
Jeśli karmisz, bądź masz za sobą już swoją przygodę z karmieniem i chcesz się nią podzielić, to spisz ją, wraz ze swoimi przemyśleniami, problemami, radami, dołącz kilka zdjęć i wyślij na adres zaiana@instrukcjepoprosze.pl
Pamiętajcie też o wyrażeniu zgody na publikację.
Opublikuję najciekawsze.